Logo Centrum Wspierania Rad Pracowników

Nie jestem na sprzedaż - wywiad z Jackiem Kotulą

Uwaga! To jest archiwalna aktualność przeniesiona ze starej strony – mogą występować techniczne problemy w sposobie wyświetlania treści

­­Z Jackiem Kot­ulą, bezprawnie zwolnionym przewodnicz­ącym rady pracowników w rzeszowskich zakładach Alima-Gerber, rozmawia Michał S­tępień

logo_obywatel­

Jesteś aktywnym związkowcem, przed zwolnieniem byłeś szefem Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. Widzisz w ogóle sens w tworzeniu nowych form partycypacji pracowniczej?

Jacek Kotula: Rady pracowników mają ogromną rolę do odegrania. Po pierwsze, mogą bardzo wspomóc działalność związków, dzięki temu, że kompetencje tych instytucji się uzupełniają. Niestety, wiele rad to praktyce nic więcej jak dodatkowe osoby chronione przed zwolnieniem z mocy prawa - zakładowe struktury związkowe powołują radę, ale w żaden sposób nie korzystają z jej możliwości. Ale rady są ważne także same z siebie - zwłaszcza tam, gdzie związków w ogóle nie ma. Dzięki nim nic w firmie nie dzieje się bez wiedzy pracowników, dlatego nie muszą się oni obawiać, że np. z dnia na dzień dowiedzą się od pracodawcy o przenosinach ich miejsc pracy na Ukrainę. Dzięki obowiązkowym konsultacjom mogą zawsze wyrazić swój głos w dyskusjach na temat przyszłości zakładu.

Dlatego, mimo że w tej chwili rady są niedoceniane, ich rola będzie rosła. Także dlatego, że związki zawodowe, niestety, upadają. Brakuje w nich ludzi „z jajami”, którzy by je rozwijali, a centrale związkowe interesują się przede wszystkim sobą. Co prawda zajmują stanowiska w ważnych sprawach społecznych i ekonomicznych, ale jednocześnie mało robią dla związkowców działających w zakładach pracy. W efekcie prestiż związków maleje i nie widać szans na odwrócenie tej tendencji. W związku z tym, na znaczeniu zyskiwać będą rady, oczywiście jeśli znajdą ludzie zainteresowani udziałem załogi w życiu zakładu.

W dzisiejszych czasach pewnie niełatwo znaleźć osoby gotowe do wysiłków na rzecz ogółu pracowników...

J. K.: Niestety, jest tak jak mówisz - wiem to z własnego doświadczenia. Stanowi to poważną przeszkodę w rozwoju partycypacji pracowniczej.

W mojej radzie byłem jedynym „motorem napędowym” - po godzinach pracy pisałem stanowiska, analizowałem dokumenty; reszta członków rady nie wykazywała niestety takiej inicjatywy. Bardzo często bowiem ludzie czekają, aż ktoś zrobi coś za nich. A przecież to tak nie działa... Jeśli członkowie rad sami nie wezmą się do pracy, to nie poprawią one sytuacji pracowników tylko dlatego, że istnieją.

Wspomniałeś, że rady stanowią wyjątkową szansę dla pracowników zakładów, gdzie nie ma związków zawodowych i nikt obecnie nie broni interesów załogi. Tymczasem zaledwie około 10% wszystkich rad stanowią te powołane przez samych pracowników. Dlaczego tak się dzieje?

J. K.: Myślę, że wynika to z tego, iż ludzie niewiele wiedzą na temat rad. Potrzebna jest wielka kampania społeczna, która uświadomiłaby korzyści z ich tworzenia zarówno pracownikom, jak i pracodawcom.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że młodzi ludzie wolą po pracy odpoczywać, iść do kina, na piwo. Tymczasem na działanie w radzie pracowników potrzeba czasu; „doktorów Judymów” jest wielki deficyt. Zwłaszcza, że ludzie mentalnie nadal tkwią w poprzednim systemie, gdzie robiło się wszystko za nich. Aby to się zmieniło, minąć będzie musiało kilka pokoleń. Wreszcie, ludziom brakuje odwagi, by walczyć o swoje prawa, gotowości do wchodzenia w ewentualne konflikty z pracodawcą.

Ciebie taka odwaga kosztowała utratę pracy - zwolniono Cię na podstawie absurdalnych zarzutów.

J. K.: W dniu 16 września 2008 r. dyrekcja firmy Alima-Gerber zwolniła mnie dyscyplinarnie z pracy. Oczywiście bez zgody rady pracowników i związków zawodowych, których członkiem byłem. Jako przyczynę zwolnienia podano prozaiczny powód, że jakoby działałem na szkodę firmy. Miało to polegać na namawianiu plantatora do negocjowania jak najwyższych cen owoców i warzyw za sezon 2008. Owszem, odbyłem prywatną rozmowę z tym panem, ale ja jedynie poinformowałem go, że firma sprowadza jabłka aż z Włoch, zamiast kupować tańsze, od okolicznych plantatorów. Działałem więc dla dobra zakładu, a nie na jego szkodę, bo nie uwierzę, że przywożone z Włoch jabłka są tańsze niż te spod Rzeszowa. Nigdy też nie buntowałem tegoż plantatora przeciwko mojej byłej firmie. „Zupełnie przypadkowo” zwolnieniono mnie tuż po tym, jak rada pracowników, której pracami kierowałem, przygotowała pozew do sądu przeciwko pracodawcy za uporczywe nieudzielanie należnych jej informacji. Tuż przed jego złożeniem zostałem zwolniony. Od tamtego czasu odbyły się cztery rozprawy. Moi byli pracodawcy oskarżyli mnie o działanie na szkodę firmy, narażenie jej na straty finansowe i utratę dobrego wizerunku. Tymczasem nijak ma się to do rzeczywistości. Poza tym często plątali się w zeznaniach. W dodatku donos na temat moich rzekomych działań rolnik go składający dostał od... dyrektora firmy.

Twój były pracodawca, firma kontrolowana przez międzynarodowy koncern Nestlé, proponował Ci ugodę, oferując jednocześnie pieniądze.

J. K.: Nie zgodziłem się, gdyż nie jestem na sprzedaż. Nic złego nie zrobiłem, by potraktowano mnie w taki sposób. Są pewne ideały, którym należy być wiernym. Poza tym, nie może być tak, że Nestlé łamie prawo, a potem, kiedy sprawa robi się głośna, daje trochę pieniędzy i uważa, że nic się nie stało. Na coś takiego nie może być mojej zgody.

Jacku, pod koniec kwietnia tego roku zapadł wyrok w Twojej sprawie.

J. K.: W wyroku sąd uznał, że moje zwolnienie było bezprawne. Jednakże nie przywrócono mnie do pracy, gdyż „naruszyłoby to zasady współżycia społecznego”. To jest chore. Nie pozostawię tak tej sprawy. Obecnie czekam na uzasadnienie wyroku. Potem będę się odwoływał, nawet do Strasburga. Nie może być tak, że jestem ustawowo chroniony, zarówno jako przewodniczący związku jak i jako przewodniczący rady pracowników, pracodawca łamie prawo a sąd postępuje w taki sposób. To skandal, że sądy wola trzymać z mocniejszymi. Ustawowa ochrona to fikcja, istniejąca jedynie na papierze, w żaden sposób nie przekładająca się na rzeczywistość.

Dziękuję za rozmowę.

Powyższy wywiad ukaże się w najnowszym, 46 wydaniu Magazynu "Obywatel". Do nabycia od 10 lipca w Empikach, salonach prasowych InMedio i Relay.

www.obywatel.org.pl

­