Logo Centrum Wspierania Rad Pracowników

Jak robić interesy razem?

Rok temu po pięćdziesięciu latach pracy przeszedłem na emeryturę. Daje mi to możliwość spojrzenia z dystansu na życie zawodowe i ważne sprawy z nim związane. Dwadzieścia pięć lat pracowałem w przemyśle stoczniowym. Działałem w samorządzie pracowniczym, gdzie przez dwie kadencje przewodniczyłem Radzie Pracowniczej Gdańskiej Stoczni Remontowej. Takie były moje pierwsze doświadczenia praktyczne z „demokracją gospodarczą”.

Bogusław Kaczmarek

Bogusław Kaczmarek

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, był posłem na Sejm II kadencji z ramienia Unii Pracy. Jego społecznikowska działalność dotyczyła też zagadnień związanych z edukacją finansową.

Dowiedziałem się wtedy, że w krajach o rozwiniętej gospodarce rynkowej działają różne systemy partycypacji pracowniczej, obejmujące nie tylko aktywne konsultowanie z pracownikami ważnych spraw dotyczących przedsiębiorstw, ale też systemowy udział w zarządzaniu (RFN). W USA i w Zjednoczonym Królestwie udział pracowników, o dziwo, dotyczył też własności (akcjonariat pracowniczy). 

W Polsce środowisko działaczy samorządu pracowniczego brało aktywny udział w dyskusji publicznej na temat kształtu transformacji ustrojowej. Wtedy to uczestniczyłem w założeniu Banku Własności Pracowniczej. Bank ten miał wspierać kredytem pracowników polskich przedsiębiorstw w burzliwych czasach zmian własnościowych w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Potem zajmowałem szereg stanowisk kierowniczych, w tym w organizacji przedsiębiorców. Miałem też zaszczyt, jako poseł na Sejm II kadencji, uchwalać konstytucję RP. Ostatnie 2 lata przed emeryturą, mimo posiadania tytułu magistra, wróciłem do pierwotnie wyuczonego zawodu frezera, czyli znowu pracowałem jako wykwalifikowany robotnik.

Bogaty bagaż doświadczeń, jak sadzę, upoważnia mnie do podzielenia się z Tobą, Czytelniku, przemyśleniami na temat partycypacji pracowniczej.

Tytuł tego tekstu zaczerpnąłem z wydanej w 1989 roku książki Stefana Bratkowskiego. Żeby pokazać  sposób myślenia, jaki leży u podstaw mojego rozumienia na temat kierowania przedsiębiorstwami, przytoczę fragment ze wstępu do wspomnianej książki:

„Przemysł to społeczności ludzkie. Przemysł tym się różni od gospodarstwa rolnego, od warsztatu samotnego mistrza igły, od pracowni artysty, że nie pracuje się w nim samotnie. Przemysł to zespoły, społeczności ludzkie. Nie samo użycie maszyn, lecz właśnie równoczesna, często wspólna przy tych maszynach praca, praca wielu różnych od siebie ludzi czyni przemysł zjawiskiem odmiennym od wszystkiego, czego cywilizacja doświadczyła w dziedzinie gospodarki”. 

Zatem przedsiębiorstwo służące do zarabiania pieniędzy jest w istocie ludzką społecznością, która realizuje wyznaczone przez przedsiębiorcę – właściciela zadania w celu osiągnięcia wartości dodanej, jaką jest zysk.

W gospodarczej historii świata i Polski możemy znaleźć wiele przykładów inicjatyw gospodarczych opartych na harmonijnej współpracy właścicieli przedsiębiorstw z pracującymi w tych przedsiębiorstwach ludźmi.

Inicjatywy te odnosiły sukces na przekór wrogiemu otoczeniu gospodarczemu. Przykłady zainteresowany Czytelnik znajdzie w publicystyce i w książkach autorstwa Stefana Bratkowskiego. 

W XX wieku udział pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwami był przedmiotem polityk publicznych państw, które zostały liderami nowoczesnego przemysłu. Kraje skandynawskie, Niemcy i Japonia, sukcesy gospodarcze zawdzięczają także systemom partycypacji pracowniczej. W niemieckich przedsiębiorstwach partycypacja odbywa się poprzez rady pracowników na najwyższym szczeblu zarządzania. W Japonii wszyscy pracownicy biorą udział w rozwiązywaniu problemów. 

Znamienny jest przykład firmy Matsushita (obecnie Panasonic). W japońskim systemie zarządzanie kadrami polega też na ewidencjonowaniu wszystkich posiadanych przez pracowników kwalifikacji. Kiedy na linii produkcyjnej Panasonica wystąpił poważny problem techniczny, który zatrzymał produkcję, natychmiast powołano zespól zadaniowy. W zespole znaleźli się specjaliści z dziedzin przydatnych rozwiązaniu zaistniałego problemu. Informacje w zasobie kadrowym wskazały, że prezes zarządzający całym koncernem ma także kwalifikacje techniczne. Został więc wyznaczony do zespołu. Przebrany w robocze ubranie stawił się gotowy do pracy razem z szeregowymi pracownikami. W ten sposób wszyscy przekonali się, że hasło wypisane na ścianie hali produkcyjnej: „Wysiłek wszystkich tworzy sukces firmy” jest prawdziwe.

Dziś światowa gospodarka znajduje się na rozdrożu. Globalizacja, która miała według Francisa Fukuyamy przynieść koniec polityki, dostała zadyszki i ma do tego czkawkę.

Rewolucja technologiczna przyśpiesza, a przyśpieszy bardziej popychana sztuczną inteligencją. Rodzi się niepewność, co będzie jutro? Dla kraju takiego jak Polska oznacza szereg wyzwań, które nie znikną od zaklęcia „jakoś to będzie”.

Myśląc o przyszłości polskiej gospodarki powinniśmy pamiętać, że w pracy spędzamy 1/3 naszego dorosłego życia, a może i więcej. Na jakość tego życia wpływa to, co dzieje się w społecznościach przedsiębiorstw. Niestety w Polsce prawa pracownicze są często łamane. Ciągle w sporze z przedsiębiorcą pracownik jest słabszy, a na sądowe rozstrzygnięcie trzeba długo czekać.

Zbiurokratyzowane związki zawodowe są słabe i uciekają w afiliację polityczną – patrz NSZZ „S”, który nie jest nawet cieniem pierwszej „Solidarności”.

Państwowa Inspekcja Pracy jest słabym strażnikiem praw pracowniczych. Prawne regulacje dotyczące informowania pracowników ograniczyły się do minimum, jakiego wymaga UE od państw członkowskich. Skutek jest taki, że w większości przedsiębiorstw rady pracowników nie funkcjonują. Myślę sobie że taki stan odpowiada związkowym biurokratom. Nowe inicjatywy związkowe pojawiły się, ale nie widać, aby poprawiło to wskaźnik zrzeszania się pracowników. Dziś pozycja pracowników na rynku pracy jest mocniejsza dzięki  wzrostowi gospodarczemu i nieubłaganej demografii. Czy partycypacja pracownicza to przeszłość?

Nie sądzę. Rewolucja technologiczna powoduje, że automatyzacja będzie stanowiła dla polskiej gospodarki wielkie wyzwanie. Migracja zarobkowa nie daje możliwości rozwoju, a tylko opóźnia degradację. Wywołuje do tego podsycane z politycznych motywacji napięcia społeczne.

W takim stanie rzeczy królową przyszłej gospodarki staje się innowacja. Jej pierwszy etap – odkrycie lub wynalazek – jest najłatwiejszy. Trudniej opracować technologię, a najtrudniejsze są wdrożenia produkcji czy też nowej metody działania. Nakłady finansowe z każdym etapem rosną wykładniczo i wymagają zaangażowania państwa. W przeciwnym razie będziemy świetne pomysły sprzedawać tanio, a zagraniczni inwestorzy zgarną śmietankę zysków.

Czy porzucić idee „demokracji gospodarczej” stawiającej na współpracę przedsiębiorców z pracownikami? Nie, należy tylko:

  1. Zbudować innowacyjną gospodarkę przez integrację związków zawodowych w dążeniu do partycypacji pracowniczej w zarządzaniu i udziale w wypracowanym kapitale;
  2. Wypracować państwową politykę publiczną promującą kooperacyjny model ustroju gospodarczego, w Konstytucji jest prawne oparcie takiej polityki, potrzebna polityczna wola;
  3. Państwowe dotacje do innowacyjnej działalności uwarunkować wdrożeniem partycypacyjnego systemu zarządzania innowacyjnym przedsiębiorstwem;
  4. W edukacji bardziej promować modele przedsiębiorczości oparte na współpracy.

Wdrażanie takich modeli łagodzi napięcia. Są one bardziej efektywne i odporne na koniunkturalne kryzysy. Niech te kilka refleksji i uwag stanie się początkiem debaty o wyzwaniach, jakie przyszłość niesie polskim przedsiębiorstwom.

Tekst ukazał się w Tygodniku Spraw Obywatelskich.

Przygotowano w ramach projektu Centrum Wspierania Rad Pracowników dofinansowanego ze środków Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Wspierania Rozwoju Organizacji Poradniczych na lata 2022–2033.

Logotypy: Komitet Do Spraw Pożytku Publicznego, Narodowy Instytut Wolności, Rządowy Program Wspierania Rozwoju Organizacji Poradniczych